Tak się cieszę, że jestem kobietą. Przecież mnie się docenia na każdym kroku:
- Kochanie, Ty to zrobisz lepiej niż ja, no chyba nie chcesz żebym coś zniszczył, bo pomylę przyciski w pralce…
- Kochanie, ty jesteś dla mnie zawsze TAKA dobra, podasz mi herbatę, ciasto, koc, gazetę….
A to jest moje ulubione:
- Ja? Nie, kotku, to nie ma sensu przecież NIKT nie robi lepszej karkówki, schabowego itd.
Panowie, ustalmy jedno. Uwielbiam być doceniana. Uwielbiam komplementy, żeby było dokładniej- każda z nas je uwielbia. Ale ja naprawdę nie jestem idiotką i wiem, kiedy chcesz się wymigać od roboty. Nawiązując do tematu, co tydzień spotyka mnie ta sama, przezabawna wręcz sytuacja. Mój szanowny brat udaje się do swojego pokoju w celach wyższych, tzn. grania w gry komputerowe, ewentualnie łącząc to zajęcie z równie ważnym w rozwoju człowieka oglądaniem telewizji. W między czasie mój ojciec stwierdza, że w domu trzeba coś zrobić- umyć naczynia, powycierać, w każdym razie zrobić coś babskiego. Na argument o potrzebie nauki (tak, uczę się) jest obraza majestatu lub stwierdzenie, że, niech będzie ‘Adam’, też się uczy. No, ale ja tego przecież nie powinnam interpretować, jako zachowania szowinistycznego, skądże. Nie powinnam dusić w sobie złości na brata, tatę- przecież oni mi dają niepowtarzalną możliwość żeby się wykazać, przy okazji pokazując mi, jak wielką wiarę we mnie pokładają. Przecież gdyby oni nie wierzyli w moje możliwości, we mnie, w to, że ja potrafię I się znakomicie wywiązać z tych obowiązków I się perfekcyjnie nauczyć no to w życiu ni doprowadziliby do takiej sytuacji. Tak, to prawda, że mówione było, iż jeśli będę się uczyć to obwiązki domowe mogą zostać odłożone na potem, ktoś inny to zrobi no, ale ojciec się obrazi a brat… „Przecież Ty wiesz jak on się uczy, Ty dasz sobie radę, wiemy to, no a on i tak ma słabe oceny”. Żeby było smutniej ostatni argument słyszę od mojej mamy, która sama najlepiej powinna wiedzieć, że jest to wyzysk w czystej postaci, z zapłatą w formie „zapomniałaś o szklance”. Co mi pozostaje? Mogę się awanturować, pokłócić się z ojcem, pokłócić się z matką, zostać olaną przez brata, po czym wykluczoną ze społeczności na kolejne dwie godziny („No, jeśli to TAKI problem to daj, to JA to zrobię”) albo wziąć się za zmywanie. Zwykle zmywam, bo awantur mam dość i bez tego. W międzyczasie mój brat do perfekcji rozwija swój wskazujący i środkowy palec, z zapamiętaniem operując myszką; matka wraca do prasowania, bo wychowana została na zasadzie nie zostawiaj nic na później a ojciec uradowany zaprowadzonym w domu porządkiem powraca przed telewizor. Mnie nurtuje tylko jedno pytanie- skoro to ŻADEN problem, to, czemu nie nadaje się do tego nikt inny tylko ja jestem tą specjalnie wyróżnioną osobą, która jako jedyna dostępuje zaszczytu wykonania obowiązku, na który nikt nie ma ochoty? Cóż, odpowiedź jest jedna- jestem zajebista, i wszyscy we mnie wierzą.
Nie daj sie tak. Pomysl ze Twoj brat kiedys bedzie mezem dla innej kobiety, chcesz zeby takiego nieroba dostala?? :) Ja mojego wychowalam i wlasnie taki argument przemawial mojej mamie do rozsadku. Idz sie tez uczyc jak akurat trzeba cos w domu zrobic. Nie daj sobie wejsc na glowe. Tata i brat tez maja rece :)
OdpowiedzUsuń